Odkąd w hodowli Dark Obsession zaprzyjaźniona sunia Toska powiła 7 czarnych kluseczek, nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła zobaczyć małe flaciki. Czekałam cierpliwie aż szczeniaki podrosną, a przy okazji zastanawiałam się jaki by tu prezent można przygotować dzieciaczkom. Chciałam wymyślić coś oryginalnego, no i chyba się udało - z pomocą siostry własnoręcznie uplotłyśmy 7 kolorowych obróżek.
W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień :) Udało mi się zawitać w hodowli w sobotę 19. lipca i zobaczyć i wymiziać całą szczęśliwą siódemkę 7-tygodniowych wówczas szczeniaczków i oczywiście ich mamusię Tosię. Maluchom sprezentowałam wspomniane kolorowe obróżki, które bardzo spodobały się Mai, co tym bardziej mnie ucieszyło, bo prezent-niespodzianka udał się idealnie, zaś Toska cieszyła się smakołykami :)
Szczeniaki wcześniej widziałam tylko na zdjęciach umieszczanych na stronie hodowli oraz na facebooku, ale cały urok oddaje dopiero zobaczenie ich na żywo - maluchy są po prostu cudowne! Wszystkie razem i każde z osobna cieszą się na widok człowieka, rozrabiają jak to szczeniaki i żwawo poznają świat. Tamtego dnia był bardzo ciepły lipcowy dzień, więc czworonożne dzieciaczki za mocno nie brykały :) wolały pobawić się trochę w cieniu, ale powodzenie miały sznureczki, które miałam u nogawek spodni - z każdej strony je ciągały i memłały w pyszczkach, a ja nie nadążałam ich z powrotem zawiązywać :D
Wszystkie szczeniaczki są śliczne, z suczek, już oglądając wcześniej zdjęcia, najbardziej podoba mi się panienka z żółtą obróżką, natomiast wśród piesków wcześniej nie potrafiłam wskazać swojego faworyta, ale po kilku godzinach spędzonych wśród tej psiej gromadki już wiedziałam, że najbardziej podoba mi się ten z fioletową obróżką :)
Nieco ponad 2 tygodnie od pierwszej wizyty, dokładnie tydzień temu, zawitałam w Dark Obsession raz jeszcze, tym razem była też ze mną moja siostra. Szczeniaki nawet sporo podrosły przez te parę dni, w hodowli zostało ich już tylko 5, gdyż 2 pozostałe już wyjechały do swoich nowych domków. Tym razem dzień nie był już tak gorący, więc i maluchy miały więcej sił do zabawy - kiedy wchodziłyśmy do ich zagródki, momentalnie nas "napadły" ;) nie dało się stamtąd wyjść nie będąc przez każdego polizanym i nie mając śladów pazurków na nogach lub łapek na spodniach ;) Wszystkie zostały wymiziane, także Toska chętnie pobawiła się ze swoimi gośćmi, a na koniec załatwiłyśmy jeszcze pewne formalności, ale o tym już wkrótce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz