Pora trochę odkurzyć bloga... Co nieco ciekawego bowiem ostatnio się działo i jest o czym poopowiadać ;)
Trzy tygodnie temu poszłam na długo wyczekiwany urlop, który od dawna już planowałam wziąć w takim terminie, aby w drugi weekend sierpnia móc zahaczyć o Trójmiasto. A to z tego względu, że w tym właśnie czasie miały odbyć się tam psie imprezy - nie tylko wystawa psów, ale i moje ulubione agility oraz frisbee. Kiedy kilka miesięcy wcześniej się dowiedziałam, że wszystko to ma odbyć się w tym samym terminie, już wiedziałam, że muszę tam być... no i się udało! W piątek, 9.sierpnia, z samego rana razem z siostrą pojechałyśmy do Gdańska, gdzie zatrzymałyśmy się na kilka dni.
Sobotę i niedzielę 10-11.sierpnia zarezerwowałyśmy sobie na obejrzenie psich sportowców w akcji :) Jedyną niedogodnością dla widzów, którzy chcieliby być na wszystkich trzech imprezach (a ja do takich właśnie należałam ;)) było ulokowanie każdej z nich w innym miejscu... Kiedy byłyśmy na podobnych wakacjach po raz pierwszy, 3 lata temu, wszystko odbywało się na sopockim Hipodromie, gdzie miejsca było dość i na wystawę i na zawody agility i frisbee. Natomiast w tym roku zgrany był termin, ale niestety nie miejsce, a szkoda. I tak - międzynarodowa wystawa psów oraz wystawa krajowa VIII grupy FCI, organizowane przez sopocki oddział ZKwP, odbyły się przy PGE Arenie w Gdańsku, VI Bałtyckie Zawody Agility - na stadionie "Ogniwo" w Sopocie, a Dog Chow Disc Cup - również w Sopocie, ale w Parku Północnym.
Ostatecznie, kursowałyśmy tylko w Sopocie między zawodami frisbee i agility, z przewagą tego pierwszego. Wystawę, choć z wielkim żalem z mojej strony (bo bardzo chciałam pooglądać moje ukochane flatki - w niedzielę była przecież krajówka 8.grupy), darowałyśmy sobie - i ze względu na odległość i z uwagi na to, że na DCDC było naprawdę niesamowicie ciekawie!
Kto choć raz był na zawodach Dog Chow Disc Cup, ten na pewno wie o czym piszę. Można naprawdę się zauroczyć patrząc jak niezwykłe efekty daje wysiłek włożony w pracę z psem i na ten psi zapał do współpracy z człowiekiem. Na tej imprezie nie ma ani jednej pary pies-człowiek, u której nie byłoby widać szczęścia, jakie odbija się i w psich i ludzkich oczach. To są naprawdę zakręceni ludzie i ich psy, mega pozytywnie zakręceni na punkcie tego co robią :) A najbardziej to wszystko widać w najciekawszej części całych zawodów, czyli we freestyle'ach. Zwłaszcza ci bardziej już doświadczeni zawodnicy dają niesamowicie ciekawy pokaz swoich umiejętności - wówczas to już podczas każdego takiego 2-minutowego występu stoisz jak zaczarowany i patrzysz ile to niesamowitych ewolucji można wykonać razem ze swoim psem i pięknie to zgrać przechodząc od jednego elementu do kolejnego, i to jeszcze w rytm ulubionej muzyki. Po prostu coś wspaniałego!
W tym roku, pierwszego dnia pogoda niezbyt dopisała, ale mimo wszystko zawodnicy deszczu się nie bali i dali świetne występy. A choć widzów zbyt wielu nie było, to najwierniejszych fanów deszcz i tak nie przestraszył i dzielnie kibicowali stojąc pod parasolami ;) Wczesnym popołudniem na szczęście się nieco wypogodziło, to i ludzi trochę więcej się zebrało. I wszyscy z zapartym tchem oglądali tych najlepszych freestyle'owców, wśród których, śmiało można powiedzieć, że największe uznanie zdobył gość z dalekiej Japonii - Shaun Hirai i jego pies Shack. Niedziela już była o wiele ładniejsza (= dużo więcej widzów), ale też nieco bardziej wietrzna, co troszeczkę psuło szyki zawodnikom, ale i tak wszyscy mieli świetną zabawę. I znów te piękne freestyle'e! Znowu świetny popis dali Shaun i Shack, którzy ostatecznie oczywiście wygrali zawody.
W ciągu tych dwóch dni, tak jak już wspomniałam, oprócz DCDC, byłyśmy również na zawodach agility. Mimo iż to również bardzo ciekawy sport, to jednak w tym roku królowało w Sopocie frisbee. Po kilku godzinach spędzonych w Parku Północnym, na "Ogniwie" nie było już tak ciekawie. Pewnie to też trochę kwestia organizacji - zawody w ogóle nie rozreklamowane (praktycznie kto się nie interesuje, ten nic nie wiedział gdzie i kiedy) - ilość widzów bliska zeru, przyszli tylko ci, którzy sami się dowiedzieli albo trafili jakoś przypadkiem. Z tego co wiem, organizatorzy też widzów się nie spodziewali, można powiedzieć, że zawody praktycznie były nastawione tylko na zawodników. Trochę szkoda, bo agility jest też bardzo fajne, ale już rozpisywać się na ten temat nie będę. Napiszę tylko jedno - gdyby zadbać o widownię, mogłoby być zdecydowanie ciekawiej :)
Podsumowując, tegoroczny wakacyjny urlop, ze szczególnym uwzględnieniem tych dwóch weekendowych dni pod znakiem psich sportów, uważam za udany :) Nawet mimo niezbyt dopisującej pogody, warto było wyjechać na te kilka dni, aby móc obejrzeć wspaniałe sportowe zmagania psio-ludzkich drużyn - i tych frisbee'owych i też tych agility'owych.