Jak już wcześniej wspomniałam, ten wpis poświęcę Oskarowi - temu, który jest ze mną już od prawie 7 lat.
A zaczęło się tak - 19 lutego 2004 roku na świat przyszły 4 małe psie istotki - trzy pieski i jedna suczka, prawie całe rodzeństwo maści czarnej podpalanej, czyli podobne do mamusi, tylko jeden piesek był biały w czarne łatki i puchaty. Nasz miał być czarny piesek, ale w wyniku małej intrygi miała trafić do nas czarna suczka, lecz wszystko wydało się przed odjazdem do domu :) No więc jednak ostatecznie suczka została zamieniona na pieska, ale nie tego czarnego jak wcześniej uzgadnialiśmy, tylko właśnie na tego jednego oryginalnego, łaciatego. I tak w moim życiu pojawił się mały 5-tygodniowy szczeniaczek, który dostał imię Oskar. Wtedy jeszcze nie miałam o psach takiej wiedzy jak obecnie i nie wiedziałam, że w tym wieku szczenię nie powinno jeszcze być rozdzielane z mamą i rodzeństwem. Gdybym wiedziała, poczekalibyśmy jeszcze przynajmniej 2 tygodnie, no ale kto wie czy wtedy Oskar by do nas trafił? W każdym razie już nie ma co gdybać, wzięliśmy i jest :) Kilka pierwszych nocy spałam na parterze (nieogrzewanym, ale nie było tak zimno, bo w sumie był już koniec marca), czyli tam, gdzie na początek ulokowany został szczeniak. Oczywiście pierwsza noc była nieprzespana, bo psie maleństwo wierciło się, kręciło, piszczało, wyłaziło z pudła... Uspokajało go noszenie na rękach i przytulanie, ale i szybko przywykł do nowej sytuacji i nowego miejsca :) Dni robiły się coraz cieplejsze, to i już czas było przenieść go na podwórko, bo tam docelowo miał zamieszkiwać. I do tego migiem przywykł i polubił spanie w budzie i hasanie po całym podwórku.
Szczeniakowi starałam się poświęcać mnóstwo uwagi, mimo iż jednocześnie uczyłam się do zbliżającej się matury; za to po maturze miałam długie wakacje i dużo czasu dla psa. A Oskarek rósł jak na drożdżach, wymieniał zęby mleczne na stałe (i wszystko co się dało przy tym gryzł), rozrabiał jak to szczeniak. Niestety z powodu niewiedzy przepadł nam okres szczenięcej socjalizacji, co zostawiło swój ślad do dzisiaj. Bowiem Oskar po mamusi odziedziczył niezły charakterek, a w dodatku zza płotu notorycznie drażniły go dzieci :( Wszystko to w połączeniu dało problem - Oskar nie toleruje dotyku obcych osób oraz samej obecności dzieci. Na co dzień nie jest to przeszkodą, gdyż część wejściowa podwórka jest odgrodzona od całej pozostałej części, po której biega pies, zaś na spacerach nie spuszczam go ze smyczy, żeby przypadkiem nie stworzyć niebezpiecznej sytuacji (chociaż poza podwórkiem on raczej ignoruje obcych, ale jak to się mówi "przezorny zawsze ubezpieczony"). Ten problem behawioralny sprawił jednak, że zaczęłam coraz więcej i więcej czytać o psach, o zwierzęcych zachowaniach, różne artykuły, książki - a to wzbudzało coraz większe zainteresowanie i w ten sposób rozwinęła się moja pasja, jaką do dzisiaj są psy. Uwielbiam czytać i dowiadywać się coraz to nowszych rzeczy na temat psich zachowań, do tej pory przekopałam się już przez wiele książek i mnóstwo artykułów. A oprócz tego, zainteresowałam się wystawami psów rasowych i psimi sportami (szczególnie kręci mnie agility). Wracając do Oskarka, oprócz tej jednej wielkiej wady, on ma same zalety :D No gdyby wszystkich ludzi kochał tak, jak członków naszej rodziny, to byłby po prostu pies idealny! :) Z dobrych cech bardzo sobie cenię jego szybkość uczenia się, nowe komendy i sztuczki opanowuje naprawdę szybko, a to dzięki temu, że... jest ogromnym łakomczuchem! Za smakołyki chyba dałby się pokroić i zrobiłby wszystko :) Już bardzo wiele go nauczyłam przez te kilka lat i ciągle myślę, czego by tu go jeszcze nauczyć. A skoro wspomniałam już o jedzeniu, to dodam jeszcze, że mój łakomczuch, oprócz karmy, mięska, psich ciasteczek itp., w sezonie zajada się też świeżymi warzywami i owocami - szczególnie upodobał sobie surową marchewkę prosto z ogródka oraz maliny prosto z krzaczka :) (niegdyś zajadał się wiśniami prosto z drzewka, ale obecnie już ich nie mamy).
Na koniec krótkie podsumowanie (charakterystyka) Oskara: to pies prawie idealny ;) niezwykle inteligentny, uczący się w mig, uwielbiający jedzenie oraz spacery, bardzo kochający swoją Pańcię :D Oskar lubi też zapoznawać się z innymi pieskami. Wszędzie go pełno, bo ma takie psie ADHD ;) Pies z charakterkiem, nie toleruje obcych ludzi, a zwłaszcza dzieci.
I już teraz śmiało mogę stwierdzić, że to pies mojego życia - bo to za jego sprawą tak wiele się nauczyłam i odnalazłam swoją prawdziwą życiową pasję.
I jeszcze kilka zdjęć:

Ale on jest śliczny ( i wcale nie słodzę). Taki oryginalny :) a jak był szczeniolkiem <3 i niestety mój Ciapek też nie lubi dzieci... Buu to jakaś zgroza. Kiedyś była u mnie ciocia ze swoim wnuczkiem i coś Ciapkowi zrobił. I teraz dzieci strzeżcie się go :)
OdpowiedzUsuń