poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Mój wymarzony flat coated retriever!

     Jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, podczas ostatniej wizyty w hodowli Dark Obsession, załatwiłam już pewne formalności. Teraz już się mogę pochwalić - dotyczyło to oczywiście kupna psiaka :) Wszystkie papiery podpisałam już wtedy, a na odbiór psiaka chciałam poczekać, aż będę miała trochę więcej wolnego czasu, a była ku temu sposobność, gdyż zbliżał się długi sierpniowy weekend. Ja dodatkowo wzięłam 2 dni urlopu, więc mój długi weekend, który właśnie się kończy, trwał 5 dni :)
     No i tak oto od środowego wieczora mieszka z nami 2,5-miesięczny uroczy flat coated retriever SHAKE IT BABY Dark Obsession FCI. Długo myślałam nad tym, jakie mu nadać domowe imię. Pomysły były przeróżne i strasznie ciężko było mi się zdecydować, ale w końcu decyzja zapadła i mały ma na imię Astor.
Pierwsze dwa dni były dla malucha pełne wrażeń - w środę musiał opuścić hodowlę, gdzie były jego mama i rodzeństwo, odbył kilkunastominutową przejażdżkę samochodem tylko w ludzkim towarzystwie. Następnie znalazł się w zupełnie nowym miejscu, gdzie najpierw na pobliskiej łączce zapoznał się z Oskarem - swoim nowym starszym "bratem", a później przyszedł do swojego nowego domku. W czwartek natomiast, razem z Oskarem, odbył dość długi spacer do lecznicy, gdyż oba  psiaki trzeba było profilaktycznie odrobaczyć. Przy takiej ilości nowych bodźców, Astorek był dość zmęczony i spokojny i dużo spał. Ale z każdym kolejnym dniem widać jak coraz bardziej się aklimatyzuje w nowym otoczeniu - jest coraz żywszy, no i... coraz bardziej rozrabia ;) Tylko z Oskarem jeszcze nie może się pobawić, bo ten mu na to nie pozwala - na razie ciągle jeszcze podchodzi do malucha niepewnie i z dużym dystansem, a gdy Asti gwałtownie ruszy w jego stronę czy śmignie mu przed nosem swoim czarnym pyszczkiem, to Oskar warczy albo biegnie do mnie abym go ratowała przed tym szybko ruszającym się czarnym "potworkiem". Miejmy nadzieję, że z czasem to się zmieni i mój 10-latek w końcu przekona się do nowego czworonożnego domownika :)
     Ogólnie, mały flacik jest cudowny, a ja jestem szczęśliwa, że w końcu moje marzenie o psie tej rasy się spełniło - po ponad 5 latach odkąd zakochałam się we flatach - jak dziś pamiętam pierwszy artykuł jaki przeczytałam o tej rasie i coś mnie tknęło, że to musi być taki właśnie pies!

niedziela, 10 sierpnia 2014

Z wizytą u szczeniaczków

Odkąd w hodowli Dark Obsession zaprzyjaźniona sunia Toska powiła 7 czarnych kluseczek, nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła zobaczyć małe flaciki. Czekałam cierpliwie aż szczeniaki podrosną, a przy okazji zastanawiałam się jaki by tu prezent można przygotować dzieciaczkom. Chciałam wymyślić coś oryginalnego, no i chyba się udało - z pomocą siostry własnoręcznie uplotłyśmy 7 kolorowych obróżek.
W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień :) Udało mi się zawitać w hodowli w sobotę 19. lipca i zobaczyć i wymiziać całą szczęśliwą siódemkę 7-tygodniowych wówczas szczeniaczków i oczywiście ich mamusię Tosię. Maluchom sprezentowałam wspomniane kolorowe obróżki, które bardzo spodobały się Mai, co tym bardziej mnie ucieszyło, bo prezent-niespodzianka udał się idealnie, zaś Toska cieszyła się smakołykami :)
Szczeniaki wcześniej widziałam tylko na zdjęciach umieszczanych na stronie hodowli oraz na facebooku, ale cały urok oddaje dopiero zobaczenie ich na żywo - maluchy są po prostu cudowne! Wszystkie razem i każde z osobna cieszą się na widok człowieka, rozrabiają jak to szczeniaki i żwawo poznają świat. Tamtego dnia był bardzo ciepły lipcowy dzień, więc czworonożne dzieciaczki za mocno nie brykały :) wolały pobawić się trochę w cieniu, ale powodzenie miały sznureczki, które miałam u nogawek spodni - z każdej strony je ciągały i memłały w pyszczkach, a ja nie nadążałam ich z powrotem zawiązywać :D 
Wszystkie szczeniaczki są śliczne, z suczek, już oglądając wcześniej zdjęcia, najbardziej podoba mi się panienka z żółtą obróżką, natomiast wśród piesków wcześniej nie potrafiłam wskazać swojego faworyta, ale po kilku godzinach spędzonych wśród tej psiej gromadki już wiedziałam, że najbardziej podoba mi się ten z fioletową obróżką :)
Nieco ponad 2 tygodnie od pierwszej wizyty, dokładnie tydzień temu, zawitałam w Dark Obsession raz jeszcze, tym razem była też ze mną moja siostra. Szczeniaki nawet sporo podrosły przez te parę dni, w hodowli zostało ich już tylko 5, gdyż 2 pozostałe już wyjechały do swoich nowych domków. Tym razem dzień nie był już tak gorący, więc i maluchy miały więcej sił do zabawy - kiedy wchodziłyśmy do ich zagródki, momentalnie nas "napadły" ;) nie dało się stamtąd wyjść nie będąc przez każdego polizanym i nie mając śladów pazurków na nogach lub łapek na spodniach ;) Wszystkie zostały wymiziane, także Toska chętnie pobawiła się ze swoimi gośćmi, a na koniec załatwiłyśmy jeszcze pewne formalności, ale o tym już wkrótce... 

sobota, 31 maja 2014

Już są! - pierwszy miot FCR w Białymstoku!

Nareszcie się doczekaliśmy! :) Dzisiaj, w zaprzyjaźnionej hodowli Dark Obsession, urodziły się szczenięta rasy flat coated retriever - jest to pierwszy miot tej rasy w Białymstoku (i o ile się nie mylę - pierwszy na Podlasiu). Znana nam Tosia (EL TOSKA Black&White) powiła dziś 7 czarnych szczeniaczków - 4 pieski i 3 suczki; tatą maluszków jest piękny pies Lucky (Caci's DARK CHOCOLATE OF LOVE).
Mam nadzieję, że już niebawem uda mi się maleństwa zobaczyć na żywo, niech tylko troszeczkę podrosną i otworzą oczka ;) Już się nie mogę doczekać! :)

środa, 19 lutego 2014

10 lat!

Kolejny rok za nami. Dokładnie 10 lat temu Oskar przyszedł na świat, a 5 tygodni później pojawił się w moim życiu i nieźle namieszał ;) Kocham tego łobuza - za wszystko i z wszystkimi jego wadami... i zaletami :)))

10 lat - wydaje się tak dużo, a jednocześnie nie wiadomo jak i kiedy to minęło... Jak o tym pomyślę, to ciągle jeszcze nie dowierzam, że to już aż tyle, że mam już 10-letniego psa. Oskar natomiast, jak to pies, mimo dość "poważnego" już wieku w ogóle nie spoważniał, ani odrobinkę ;) wciąż mu tylko psoty i szaleństwa w głowie - i bardzo dobrze - ogromnie cieszy mnie to, że kolejny raz mogę napisać w Oskarkowe urodziny, że mam zdrowego, energicznego, ciągle młodego psa :)

No i tradycyjnie - długiego życia w zdrowiu, najdłuższych spacerków, fajnych psich kumpli, góry smakołyków i wszystkiego najlePSIEjszego Oskarciu! (hmm, przydałby się jeszcze taki fajny czarny towarzysz psich szaleństw... ;) obyśmy doczekali tego razem!)

sobota, 30 listopada 2013

Rok po kastracji - co się zmieniło?

No właśnie, całkiem niedawno - dokładnie 13. listopada - minął już cały rok od tego wielkiego dnia, kiedy to mój pupil stracił swoje "klejnoty". Do dziś pamiętam ile mnie to stresu kosztowało, ale tamtej decyzji w ogóle nie żałuję. A co się zmieniło? Postaram się opisać w kilku punktach:

Na lepsze, czyli plusy:
- to czego najbardziej oczekiwałam, a więc nadmierny popęd płciowy, zdecydowanie się zmniejszył; na spacerach Oskar już tak nie wyrywa jak kiedyś do każdego napotkanego psa, a kiedy wiem, że możemy do jakiegoś podejść, odbywa się to spokojnie - psy się obwąchują, a Oskar zazwyczaj dość szybko traci zainteresowanie i idziemy sobie dalej, bez żadnych oporów, co bardzo mnie cieszy :)
- stał się bardziej posłuszny, taki bardziej uważny - mocniej zwraca na nas uwagę i słucha poleceń, dużo szybciej i z większym entuzjazmem przybiega na zawołanie
- zrobił się bardziej milusiński, taka "przylepa-przytulanka" (oczywiście tylko w obrębie swojej rodziny, bo obcych jak zwykle nie toleruje) ;) 

Niekoniecznie na lepsze, czyli troszkę minusów:
- na początku, podczas spacerów był bardzo drażliwy na szczekające zza płotów psy, bardzo szybko się denerwował kiedy jakiś pies nas obszczekiwał i sam próbował się rzucać w stronę takiego płotu z agresorem; dziś już ten problem nieco zmalał, aczkolwiek czasem jeszcze potrafi się "wkurzyć" i odwarknąć 
- i to co jest największą naszą zmorą - ogromne łakomstwo, spotęgowane uwielbienie jedzenia, którym i tak nigdy nie gardził; no i niestety nie uchroniliśmy się przed tendencją do tycia - przez pierwsze pół roku problem praktycznie nie istniał, bo Oskar świetnie trzymał formę, nawet schudł niecałe 0,5 kg od momentu kastracji, co trochę chyba uśpiło moją czujność, bo w ciągu następnego półrocza mojemu łasuchowi przytyło się całe 2 kg! Już wiedziałam, że Oskar zrobił się ostatnio nieco okrąglejszy, ale gdy przy okazji ostatniego szczepienia postawiłam go na wagę, to byłam w szoku widząc wynik 16,3 kg (podczas gdy pół roku wcześniej było 14,3) - natychmiastowo w domu została ogłoszona dieta odchudzająca dla psa i zakaz dokarmiania bez mojej wiedzy :) A co najśmieszniejsze, to chyba ja jestem najbardziej nieszczęśliwa z tego powodu, że muszę mojemu kochanemu psiakowi mniej dawać jeść ;)

Bez zmian:
- oczywiście nie zmienił się "nieokiełznany" charakterek Oskara - jak nie lubił obcych ludzi, a zwłaszcza dzieci, tak dalej ich nie toleruje i głośno to oznajmia
- nadal jest pełen energii i żywiołowy, choć może i zrobił się już troszeczkę bardziej leniwy, ale to i wiek pewnie już też robi swoje, jednakże na zabawę i szaleństwa z piłeczką lub patyczkami ma zawsze ochotę :)

czwartek, 31 października 2013

Białystok 2013

Tradycyjnie, jak co roku, pora opisać rodzimą białostocką wystawę, która odbyła się jak zwykle w ostatni weekend sierpnia - tym razem było to w dniach 24.-25.08.2013. Już po raz siódmy w Białymstoku miała miejsce Międzynarodowa Wystawa psów rasowych, po raz czwarty Krajowa Wystawa Terierów (25.08.) i po raz trzeci Krajowa Wystawa 2. Grupy FCI (24.08.).

Tradycyjnie również nie mogło mnie zabraknąć przy flat coated retrieverach ;) Tym razem pracowałam na wybranym ringu w roli gospodarza. Flatki wystąpiły pierwszego dnia wystawy, a było ich sześć - tym razem 2 psy i 4 suczki. Nie pokazała się jednak w swoim mieście w tym roku Toska, więc bardzo mnie ciekawiło kto tym razem zgarnie BOBa :) A oceniał polski Pan sędzia - Jerzy Olszewski, według którego wszystkie psiaki były doskonałe. BOB przypadł psu z klasy championów - SWEET FUR BALL z Grodu Hrabiego Malmesbury, zaś Najlepszym Juniorem została suczka - Grosslab SUNNY PINACOLADA.
Oprócz flatków, na ringu pojawił się curly coated retriever, labrador retrievery oraz na koniec 2 nova scotia duck tolling retrievery.

Wystawa jak zwykle mi się podobała, bo wśród psiaków zawsze jest fajnie ;) Z organizacją było już o wiele lepiej niż w zeszłym roku, pogoda też w końcu dopisała (pierwszy raz od kilku lat nie padał deszcz ani jednego dnia!), a jedyne co dało się we znaki - to przenikliwe zimno na hali lodowiska, gdzie akurat mieliśmy ocenę drugiego dnia wystawy.

Best In Show tegorocznej wystawy została suczka rasy jamnik szorstkowłosy standardowy -  Ex Sentia CAUGHT YOU LOOKING. A zdjęcia z finałów - na stronie białostockiego oddziału ZKwP >tutaj<.

niedziela, 1 września 2013

Urlop pod znakiem psich sportów

Pora trochę odkurzyć bloga... Co nieco ciekawego bowiem ostatnio się działo i jest o czym poopowiadać ;)

Trzy tygodnie temu poszłam na długo wyczekiwany urlop, który od dawna już planowałam wziąć w takim terminie, aby w drugi weekend sierpnia móc zahaczyć o Trójmiasto. A to z tego względu, że w tym właśnie czasie miały odbyć się tam psie imprezy - nie tylko wystawa psów, ale i moje ulubione agility oraz frisbee. Kiedy kilka miesięcy wcześniej się dowiedziałam, że wszystko to ma odbyć się w tym samym terminie, już wiedziałam, że muszę tam być... no i się udało! W piątek, 9.sierpnia, z samego rana razem z siostrą pojechałyśmy do Gdańska, gdzie zatrzymałyśmy się na kilka dni. 

Sobotę i niedzielę 10-11.sierpnia zarezerwowałyśmy sobie na obejrzenie psich sportowców w akcji :) Jedyną niedogodnością dla widzów, którzy chcieliby być na wszystkich trzech imprezach (a ja do takich właśnie należałam ;)) było ulokowanie każdej z nich w innym miejscu... Kiedy byłyśmy na podobnych wakacjach po raz pierwszy, 3 lata temu, wszystko odbywało się na sopockim Hipodromie, gdzie miejsca było dość i na wystawę i na zawody agility i frisbee. Natomiast w tym roku zgrany był termin, ale niestety nie miejsce, a szkoda. I tak - międzynarodowa wystawa psów oraz wystawa krajowa VIII grupy FCI, organizowane przez sopocki oddział ZKwP, odbyły się przy PGE Arenie w Gdańsku, VI Bałtyckie Zawody Agility - na stadionie "Ogniwo" w Sopocie, a Dog Chow Disc Cup - również w Sopocie, ale w Parku Północnym.
Ostatecznie, kursowałyśmy tylko w Sopocie między zawodami frisbee i agility, z przewagą tego pierwszego. Wystawę, choć z wielkim żalem z mojej strony (bo bardzo chciałam pooglądać moje ukochane flatki - w niedzielę była przecież krajówka 8.grupy), darowałyśmy sobie - i ze względu na odległość i z uwagi na to, że na DCDC było naprawdę niesamowicie ciekawie! 
Kto choć raz był na zawodach Dog Chow Disc Cup, ten na pewno wie o czym piszę. Można naprawdę się zauroczyć patrząc jak niezwykłe efekty daje wysiłek włożony w pracę z psem i na ten psi zapał do współpracy z człowiekiem. Na tej imprezie nie ma ani jednej pary pies-człowiek, u której nie byłoby widać szczęścia, jakie odbija się i w psich i ludzkich oczach. To są naprawdę zakręceni ludzie i ich psy, mega pozytywnie zakręceni na punkcie tego co robią :) A najbardziej to wszystko widać w najciekawszej części całych zawodów, czyli we freestyle'ach. Zwłaszcza ci bardziej już doświadczeni zawodnicy dają niesamowicie ciekawy pokaz swoich umiejętności - wówczas to już podczas każdego takiego 2-minutowego występu stoisz jak zaczarowany i patrzysz ile to niesamowitych ewolucji można wykonać razem ze swoim psem i pięknie to zgrać przechodząc od jednego elementu do kolejnego, i to jeszcze w rytm ulubionej muzyki. Po prostu coś wspaniałego! 
W tym roku, pierwszego dnia pogoda niezbyt dopisała, ale mimo wszystko zawodnicy deszczu się nie bali i dali świetne występy. A choć widzów zbyt wielu nie było, to najwierniejszych fanów deszcz i tak nie przestraszył i dzielnie kibicowali stojąc pod parasolami ;) Wczesnym popołudniem na szczęście się nieco wypogodziło, to i ludzi trochę więcej się zebrało. I wszyscy z zapartym tchem oglądali tych najlepszych freestyle'owców, wśród których, śmiało można powiedzieć, że największe uznanie zdobył gość z dalekiej Japonii - Shaun Hirai i jego pies Shack. Niedziela już była o wiele ładniejsza (= dużo więcej widzów), ale też nieco bardziej wietrzna, co troszeczkę psuło szyki zawodnikom, ale i tak wszyscy mieli świetną zabawę. I znów te piękne freestyle'e! Znowu świetny popis dali Shaun i Shack, którzy ostatecznie oczywiście wygrali zawody.
W ciągu tych dwóch dni, tak jak już wspomniałam, oprócz DCDC, byłyśmy również na zawodach agility. Mimo iż to również bardzo ciekawy sport, to jednak w tym roku królowało w Sopocie frisbee. Po kilku godzinach spędzonych w Parku Północnym, na "Ogniwie" nie było już tak ciekawie. Pewnie to też trochę kwestia organizacji - zawody w ogóle nie rozreklamowane (praktycznie kto się nie interesuje, ten nic nie wiedział gdzie i kiedy) - ilość widzów bliska zeru, przyszli tylko ci, którzy sami się dowiedzieli albo trafili jakoś przypadkiem. Z tego co wiem, organizatorzy też widzów się nie spodziewali, można powiedzieć, że zawody praktycznie były nastawione tylko na zawodników. Trochę szkoda, bo agility jest też bardzo fajne, ale już rozpisywać się na ten temat nie będę. Napiszę tylko jedno - gdyby zadbać o widownię, mogłoby być zdecydowanie ciekawiej :)

Podsumowując, tegoroczny wakacyjny urlop, ze szczególnym uwzględnieniem tych dwóch weekendowych dni pod znakiem psich sportów, uważam za udany :) Nawet mimo niezbyt dopisującej pogody, warto było wyjechać na te kilka dni, aby móc obejrzeć wspaniałe sportowe zmagania psio-ludzkich drużyn - i tych frisbee'owych i też tych agility'owych.